Monday, February 17, 2014

Interview for Kobietd - Polish News Magazine featured here in English and Polish



'Jeździłam Shelby Cobra z 1968 roku, podróżowałam po Europie i wiodłam wystawne życie' - wspomina dziedziczka [ROZMOWA]

Ola Długołęcka 2014-02-11  For English Translation, scroll down past Polish article, also scroll past that to my original interview and picture of my Shelby Mustang gt500   http://kobieta.gazeta.pl/kobieta/0,0.html?str=2_8140260
  • . 
  • Fot. Kansas Sebastian/Flickr.com; archiwum Sharrie Williams
Kosmetyki Maybelline New York są znane i sprzedawane na całym świecie. Jak żyje dziedziczka rodu założycieli tej amerykańskiej marki - Sharrie Williams? Czy podoba jej się sposób, w jaki firma jest prowadzona? Co Williams zyskała, a co straciła dzięki swojej rodzinie?




Ola Długołęcka, Kobieta.gazeta.pl: Mówisz o sobie, jako o dziedziczce spuścizny, a nie fortuny. Na czym w twoim przypadku polega różnica?


Sharrie Williams, autorka książki "Maybelline. Historia rodziny, która stworzyła Maybelline", w której opisała swoją rodzinę - założycieli amerykańskiego giganta kosmetycznego: Mój ojciec był prawdziwym spadkobiercą fortuny Maybelline, czyli osobą, która odziedziczyła fortunę po stryju Tomie Lyle'u Williamsie. Stryj założył i był właścicielem firmy od 1915 do 1968 roku.


Ja należę do trzeciego pokolenia spadkobierców. Prowadzę wygodne życie, ale ma się ono nijak do stylu i rozmachu, z jakim żył mój ojciec. Odziedziczone pieniądze kiedyś się kończą, inaczej niż dziedzictwo i spuścizna, jaką zostawił mój klan. To z tego powodu napisałam książkę i opowiedziałam w niej niezwykłą historię moje rodziny, dzieląc się tą historią z czytelnikami na świecie.




Oryginalne opakowanie tuszu do rzęs Maybelline, 1917 rok. Fot. Archiwum Sharrie Williams


Czy wciąż czujesz więź z marką, która od 1968 roku została kilkakrotnie sprzedana kolejnym potentatom?


- Nie czuję więzi, ponieważ obecna marka Maybelline New York należy do koncernu L'Oréal, który ma swoją siedzibę we Francji. Z drugiej jednak strony wciąż mam w sobie cząstkę dumy z rodziny i czuję się emocjonalnie związana z marką, którą prawie 100 lat temu założyli moim przodkowie.


Odpowiada ci kierunek, w którym podąża teraz marka? A może masz swoje zdanie na temat jej produktów i sposobu ich reklamowania?


- Czynniki, które sprawiły, że Maybelline stało się gigantem kosmetycznym to przede wszystkim marketing i sposoby reklamowania marki. Do dzisiaj marka trzyma się wytycznych stworzonych przed laty, a Maybelline wciąż jest czołową marką kosmetyczną na świecie. W moim odczuciu obecny właściciel Maubelline spisuje się na piątkę - ja przynajmniej nie mam absolutnie żadnych uwag co do kosmetyków, reklamy i marketingu, który napędza markę.




W swojej książce napisałaś, że Maybelline zabrała tobie dzieciństwo. Co straciłaś?


- Może źle się wyraziłam i przez to zostałam źle zrozumiana... Miałam wspaniałe dzieciństwo. Maybelline została sprzedana Plough Inc, kiedy miałam 20 lat. I to po transakcji staliśmy się z dnia na dzień multimilionerami, a moje życie zaczęło przypominać jazdę kolejką górską w wesołym miasteczku - miłe zdarzenia mieszały się z koszmarnymi. Mam tu na myśli poważne kłopoty ze zdrowiem psychicznym mojej matki oraz śmierć w podejrzanych okolicznościach mojej babki.


Twoje wspomnienia to właściwie powieść. Zastanawia mnie, w jaki sposób tworzyłaś dialogi? Przecież nie mogłaś być świadkiem rozmów, które miały miejsce w 1917 roku.


- Byłam bardzo blisko związana z moim stryjecznym dziadkiem - Tomem Lyle'em Williamsem, jego siostrami: Mabel i Evelyn, a także z moimi rodzicami. Każde z nich chętnie dzieliło się ze mną opowieściami z przeszłości i historiami rodzinnymi. Bez problemu wtajemniczali mnie w swoje życie, a ja te wspomnienia nagrywałam. Wiele z wypowiedzi pochodzi z listów, którymi się wymieniali, dzienników i pamiętników, które sami pisali.


Nestor rodu - stryj Tom Lyle Williams to postać, którą można odebrać, jako osobę sprawującą pełną kontrolę - nie tylko nad firmą, ale także nad rodziną. Czy jej członkowie mogli bez przykrych konsekwencji sprzeciwiać się jego decyzjom i woli?


-Tom Lyle był głową rodziny, jej patriarchą, i nie podważaliśmy jego decyzji. Uwielbialiśmy go bezwarunkowo, czuliśmy się zaszczyceni faktem, że jest naszym nestorem.


Kiedy po sprzedaży firmy członkowie rodziny dostali swoje udziały, stryj dbał o to, żeby wszyscy dobrze inwestowali swoje fortuny, a pieniędzy starczyło dla kolejnych pokoleń.


Niestety mój dziadek i ojciec podjęli kilka złych decyzji finansowych i stracili większą część fortuny. Postąpili wbrew woli stryja i każdy z nich żył w głębokim poczuciu winy.





Willa Valentino - posiadłość stryja Toma Lyle'a Williamsa, która należała wcześniej do aktora Rudolpha Valentino. Fot. Archiwum Sharrie Williams

Piszesz w książce, że twój ojciec postanowił żyć jak król, a dzieciom zostawić to, czego sam nie wydał. Jak odbierasz jego postawę z perspektywy czasu?


- Mój tata był na wojnie, ciężko i długo pracował, a gdy wreszcie miał pieniądze by żyć na wymarzonym poziomie, spełnił swoje marzenia.


Znając mojego ojca i mieszkając z nim przez wiele lat, powiedziałabym, że jak na dane przez los możliwości, to żył dość skromnie. Owszem, miał domy i luksusowe samochody, ale czy nie takiego stanu posiadania oczekuje się od dziedziców fortuny?


No właśnie. Myśląc o dziedziczkach fortun na myśl przychodzi luksus i bogactwo, w jakim żyją Aerin Lauder [wnuczka Estée Lauder, założycielki marki kosmetycznej o tej samej nazwie - przyp. redakcji] czy Paris Hilton. Czy ty także należysz do "takich dziedziczek"?


- Jak już wspomniałam wcześniej, jestem trzecim pokoleniem Williamsów, które skorzystało na sprzedaży Maybelline. Moim zdaniem niewiele z dziedziczek fortun wiedzie aż tak publicznie wystawne życie. Większość z nich woli nie obnosić się ze swoim bogactwem. Ponadto w przypadku Paris i Aerin możemy mówić o ich własnym wkładzie w tworzenie fortuny - obydwie sa zaangażowane we własne działania, które przynoszą im ogromne zyski. To jednak nie mój przypadek.


Czy więc twój skryty styl życia powiela stereotypowe wyobrażenia na temat życia dziedziczki?


- W młodości rzeczywiście żyłam jak na dziedziczkę fortuny przystało. Moja babcia rozpieszczała mnie, zasypując pieniędzmi, ubraniami i dodatkami, a ojciec samochodami. Jako młoda dziewczyna jeździłam kabrioletem Shelby Cobra z 1968 roku. Podróżowałam po całej Europie i wiodłam bardzo wystawne życie.


Po ślubie zwolniłam obroty. Jako żona młodego prawnika na dorobku oraz matka małego dziecka zaczęłam się bardziej koncentrować na rodzinie. Teraz jestem babcią, wiodę spokojne i ciche życie, ograniczając się do troski o rodzinę i nielicznych zobowiązań zawodowych - jak tych związanych z promocją książki.





Sharrie Williams w 1965 roku. Fot. Archiwum Sharrie Williams


Jak bardzo przeżycia z "bogatej młodości" zepsuły cię, bo w książce wspominasz o pewnej dekadencji?


- Moja babka mawiała o mnie, że jestem w dwóch czepkach urodzona. Do pewnego momentu, rzeczywiście tak było. Los jednak bywa bardzo kapryśny, a życie potrafi powalić nawet najsilniejsze i najbardziej uprzywilejowane jednostki, sprawiając, że się zmieniamy.


Tak było w moim przypadku. Dzięki sytuacjom, które było mi dane przeżyć jestem o wiele milsza, bardziej wyrozumiała i pełna współczucia niż w młodości. Nie dokonuję impulsywnych zakupów, jestem bardziej dyskretna, mam lepszy gust i bardziej niż na wydawaniu pieniędzy zależy mi na rozsądnym nimi gospodarowaniu - tak, żeby starczyły dla moich wnucząt i prawnucząt.


W twojej rodzinie byli zwycięzcy, ale były także ofiary. Największą, najbardziej przez życie doświadczoną, była twoja matka [cierpiała na depresję i miała problemy psychiczne - przyp. red]. Myślisz, że był jakiś sposób na to, żeby ją uratować?


- Ciężko mi patrzeć na własną matkę jak na ofiarę, bo była wspaniałą kobietą, która przez ponad 25 lat ciężko pracowała u boku ojca, urodziła czworo dzieci, była oddaną matką i babcią.


Ale rzeczywiście bardzo cierpiała kiedy ojciec się z nią rozwiódł - po pierwsze dlatego, ze wciąż go kochała, a po drugie, dlatego że głęboka wiara sprawiała, że nie mogła pogodzić się ze złamaniem jej nakazów.


Spędziłam wiele czasu z mamą, kiedy była już starszą kobietą, i na szczęście udało nam się nadrobić stracone lata, pogłębić naszą wieź. Możesz mi wierzyć, że zrobiłabym wszystko, żeby oszczędzić jej dramatycznych przeżyć. Niestety było to poza moimi możliwościami.


Jaką karierę dla siebie wybrałaś? Czy się zajmujesz zawodowo?


- Jestem pisarką i prowadzę kilka blogów. Mam doświadczenie w byciu rzecznikiem, robieniu prezentacji dla firm. Pracuję także nad dwoma kolejnymi książkami, które mam nadzieję, ukażą się w 2015 roku.


Jaką największą naukę wyciągnęłaś z przynależenia do klanu Williamsów?


- Uważam, że zapracowanie na fortunę jest o wiele bardziej satysfakcjonujące niż jej odziedziczenie. Kiedy dostajemy pieniądze, wydajemy je jak szaleni, kiedy sami się ich dorabiamy, mądrze inwestujemy i rozsądnie wydajemy. Tylko własny, nie odziedziczony, dorobek daje poczucie osobistego sukcesu.





Książkę "Maybelline. Historia rodziny, która stworzyła Maybelline" Sharrie Williams i Bettie Youngs wydało wydawnictwo Muza. Fot. Materiały prasowe


.
Podziel się: Facebook







  • sonix24
    Oceniono 21 razy 15
    Tak! Dokładnie to samo zrobią dzieci naszych polskich dorobkiewiczów. Przebulkają odziedziczony majątek i może coś skapnie następnemu pokoleniu. Tylko nielicznym uda się utrzymać stan posiadania rodziców, zaś jeszcze bardziej nielicznym go powiększyć. Z tego punktu widzenia nie wiadomo po co wyzyskiwać podwładnych skoro następne pokolenia to przehula.



Sharrie holding her daughter, standing next to her 1968 Shelby Mustang GT500 in 1978. 

My car was crashed by a parking attendant at my cousin's home in Montecito California in 1970.  My father had it restored and given to me for my 25 Birthday.

No comments:

Post a Comment